//
archives

Archive for

NWO_video clips (1 & 2)


Wiktor Grebiennikow – jego niezwykły wynalazek

INFO_http://www.paranormalium.pl/niezwykly-wynalazek-wiktora-grebiennikowa,724,1,artykul.html

Od wielu lat największym marzeniem fizyków jest odkrycie tajemnicy antygrawitacji. Jak się okazuje, natura sekret ten doskonale zna – ale zdradziła go tylko… jednemu gatunkowi owadów. I jednemu człowiekowi, rosyjskiemu entomologowi Wiktorowi Grebiennikowi. Zanim jednak opiszę, na czym owa tajemnica polega, pozwólcie, że przedstawię wam sylwetkę tego badacza.

Wiktor Stiepanowicz Grebiennikow (1927-2001) był rosyjskim naukowcem, naturalistą i entomologiem, który skonstruował platformę lewitacyjną (nazwaną przezeń „latadłem”), której działanie opierało się na fragmentach pszczelich gniazd i wytwarzanym przez nie tzw efekcie struktury jamy. Grebiennikow opisał szczegółowo swój wynalazek w wydanej w 1988 roku książce „Moj mir” (Mój świat). W książce opisał szczegółowo poczynione odkrycia oraz wrażenia z lotu nad okolicą, w której znajdowało się jego laboratorium.

W 1981 roku Wiktor Grebiennikow prowadził w okolicach Nowosybirska badania owadów żerujących w uprawach lucerny. Przeczesując pole lucerny z siatką na motyle w dłoni, wyłapywał owady, liście i kwiaty, po czym zamykał je w szklanym słoju. Pewnego razu zamierzał wrzucić do środka zwitek waty nasączonej eterem i zamknąć słój, gdy nagle wyskoczył z niego mały owadzi kokon. Wyglądało to tak, jakby któryś z uwięzionych w słoju owadów wyrzucił kokon do góry. Po chwili kokon wyleciał do góry ponownie, uderzył w ściankę słoja, po czym opadł.

Grebiennikow umieścił kokon w oddzielnej probówce. Kokon, zbadany pod mikroskopem, nie wyróżniał się niczym… tyle, że pozostający w ciemności w stanie spoczynku kokon, gdy tylko włączano światło lub ogrzano go na słońcu, zaczynał podskakiwać. Kokon, liczący sobie około 3 mm długości i 1,5 mm grubości, był w stanie skoczyć na odległość 30 mm i wysokość 50 mm. Lot kokonu był przeważnie równomierny. Niewątpliwie za ruch była odpowiedzialna znajdująca się wewnątrz larwa, nie udało się jednak ustalić, w jaki sposób to robiła.

Był to kokon owada z gatunku Bapthyplectes anurus, gatunku chrząszcza, którego larwy żerują na ryjkowcu, szkodniku niszczącym lucernę. Kokon skacze tak długo, aż znajdzie się w jakimś chłodnym miejscu. Z całą pewnością skoku kokona nie mógł wywołać gwałtownby skurcz larwy – na powierzchni kokonu nie powstawały żadne wgniecenia ani inne zniekształcenia, a mimo to kokon skakał bez względu na to, jak go obracano.

Grebiennikow, aby zbadać dokładniej technikę skoku, sprowokował larwę do skoku z miękkiego, niesprężystego podłoża, umieścił więc kokon na tamponie z luźnej waty. Teoretycznie larwa nie powinna była się przemieścić – energia skoku miała zostać zaabsorbowana przez watę. Ku zdziwieniu grebiennikowa, kokon się jednak przemieścił na odległość 42 mm. Grebiennikow stwierdził, że larwa najwidoczniej uderza nie w dolną, ale górną ściankę, powodując w ten sposób skok kapsuły.

Larwa przemieszczała się tak, jak gdyby nie istniał opór powietrza – a przecież, zgodnie z III zasadą dynamiki Newtona, silnik bezoporowy nie może funkcjonować. Tymczasem larwa bez większego problemu potrafiła się przemieścić na odległość kilkudziesięciu milimetrów, co teoretycznie było niemożliwe. Grebiennikow jednak, przeczytawszy notkę w „Rejestrze Owadów Europejskiej Części ZSRR” mówiącą o skaczącym kokonie, stwierdził, że w tym zjawisku nie ma nic niezwykłego.

Naukowiec zmienił jednak zdanie latem 1988 roku, kiedy to badał pod mikroskopem chitynowe powłoki owadów, analizując ich mikrostruktury. I właśnie jedna z takich mikrostruktur przykuła uwagę Grebiennikowa swoją znakomicie uporządkowaną kompozycją, która swoim wyglądem przypominała doskonałą, po inżyniersku obliczoną strukturę. Trójwymiarowa struktura tej mikrostruktury była niemożliwa do sfotografowania i narysowania. Struktura ta była umieszczona pod skrzydłami i poza momentem lotu w ogóle nie była widoczna. Jedyne skojarzenie, jakie nasunęło się badaczowi, to emiter efektu struktury jamy (zwany również efektem struktur porowatych – z rosyjskiego „effiekt połostnych struktur” – od tego momentu używać będziemu skrótu EPS).

Jedna ze struktur wydzielających promieniowanie EPS

Efekt struktury jamy

Zjawisko EPS Grebiennikow odkrył przypadkowo. Któregoś dnia Wiktor Grebiennikow znalazł się na urwistej, osypującej się skarpie nad wyschniętym Zaklętym Jeziorem na Syberii. W pewnym momencie poczuł się tak, jak gdyby wpadł w otchłań, a w moment później wzbił się w niebo. Przed oczami widział kolorowe błyski, a w ustach poczuł „galwaniczny posmak”. Gdy uczony oddalił się na kilka kroków od urwiska, dziwne uczucie zniknęło, a samopoczucie wróciło do normy. Grebiennikow nie mógł w żaden sposób wytłumaczyć tego dziwnego zjawiska.

Smuklik – pszczoła ziemna

Odpowiedź przyszła wiele lat później, gdy Grebiennikow wybrał się w to miejsce ponownie i ujrzał osuniętą skarpę. Tu i ówdzie znalazł walające się szczątki pszczelich gniazd (dokładnie były to gniazda smuklika – pszczoły ziemnej) z komórkami lęgowymi – malutkimi „dzbanuszkami”, których szyjki stopniowo się zwężały. Grebiennikow pozbierał resztki owych dzbanuszków, zawiózł je do laboratorium i umieścił na stole. W pewnym momencie, chcąc po coś sięgnąć, przesunął ręką nad szkłem i poczuł ciepło. Dzbanuszki były jednak zimne. Ponad nimi odczuwało się jednak wyraźny wzrost temperatury.

Po jakimś czasie Wiktor Grebiennikow zaczął odbierać w palcach dziwne kłucie, skurcze i tiki, a pochyliwszy twarz nad miską z nad „dzbanuszkami” poczuł się dokładnie tak samo, jak wiele lat wcześniej nad Zaklętym Jeziorem. Ani przykrycie dzbanuszków kartonem ani zakrycie ich metalową pokrywą garnka nie spowodowało osłabienia zjawiska.

Jedna ze struktur wydzielających promieniowanie EPS

Magnetometry, superdokładne termometry ani żadne inne urządzenia sprowadzony przez kolegów Grebiennikowa z Akademii Rolniczej nie zarejestrowały niczego niezwykłego. Zjawiska nie dało się monitorować. Natomiast dłonie osób uczestniczących w badaniu „dzbanuszków” wyraźnie odbierały oddziaływania nad porowatymi strukturami pszczelich gniazd. U jednych dłonie stawały się tak ciężkie, jak gdyby były z ołowiu, u innych zaś jakaś niewidzialna siła podnosiła je do góry. Innym drętwiały palce, sztywniały mięśnie przedramienia, doznawali zawrotów głowy, a do ust zaczynała im szybciej napływać ślina.

Efekt struktury jamy
wytworzony sztucznie przy pomocy
pęku papierowych rurek

Grebiennikowowi udało się sztucznie wywołać podobne efekty – układał z różnych materiałów pęki rurek o średnicy ołówka, za każdym razem uzyskując takie same efekty. Grebiennikow wykonał później cały zestaw przyrządów z plastiku, papieru, metalu i drewna. Z ich pomocą wykazał, że przyczyną niezwykłych zjawisk nie jest żadne biopole, lecz rozmiary, ilość, kształt i wzajemna konfiguracja otworków komórek wytworzonych z dowolnego ciała stałego.

Zdjęcie ukazuje oddziaływanie strumienia EPS na glony z gatunku Chlamidomonades. Po lewej próbka kontrolna, po prawej próbka poddana działaniu strumienia EPS. Przy prawej próbce widać wyraźne przyspieszenie czasu oraz zanik komórek glonów. Na zdjęciu zapisana jest data wykonania doświadczenia – 15 kwietnia 1985 roku.

To właśnie to zjawisko Grebiennikow nazwał efektem struktury jamy. Jeśli przedmiot wytwarzający EPS zmieni swoje położenie w przestrzeni, to człowiek odczuwa je po kilku sekundach lub minutach, natomiast w poprzednim miejscu pozostaje fantom – ślad, odczuwalny jeszcze przez kilka godzin, a czasem nawet i miesięcy. Ponadto pole działania EPS nie maleje wraz z oddalaniem się od źródła – otoczone jest wyczuwalnymi, lecz niewidzialnymi powłokami. W strefie działania efektu zauważalnie hamowany jest rozwój saprofitycznych bakterii glebowych i pewnych grzybów, wolniej też kiełkują ziarna pszenicy, zmienia się zachowanie mikroskopijnych glonów z gatunku Chlamidomonades, pojawia się świecenie larw pszczół, a dorosłe osobniki stają się aktywniejsze i zapylanie roślin kończą wcześniej.

Jedna ze struktur wydzielających promieniowanie EPS

EPS nie da się niczym ekranować. Zjawisko oddziałuje na żywy organizm przez ściany, metalowe płyty i inne przeszkody. Ludzie, którzy znajdą się w polu działania EPS, po pewnym czasie przyzwyczajają się do niego. Słup lub strumień efektu oddziałuje na żywy organizm silniej, gdy jest skierowany w stronę przeciwległą do Słońca, albo w dół, do środka Ziemi. Jest to spowodowane zwrotem i kierunkiem przepływu energii eterycznej, która dodaje się do strumienia EPS.

W dalszym toku badań Grebiennikow odkrył, że znajdujący się w polu działania efektu zegarek – również elektroniczny – zaczyna kłamać. Sugerowało to naruszenie lokalnego biegu czasu.

Jak widać, strukturą emitującą strumień EPS może być nawet otwarta gruba książka

Przyczyn powstawania niezwykłych zjawisk upatrywał Grebiennikow w oddziaływaniu fal materii, tzw fal de Broglie’a.

W tym miejscu należy się czytelnikowi krótkie wyjaśnienie. Otóż fale materii, zwane też falami de Broglie’a to, alternatywny w stosunku do klasycznego (korpuskularnego), sposób postrzegania obiektów materialnych. Louis de Broglie, który w 1924 roku uogólnił teorię fotonową efektu fotoelektrycznego, proponował, aby każdej cząstce o różnym od zera pędzie przypisać falę o określonej długości i częstości. Propozycja ta wychodziła naprzeciw wynikom eksperymentalnym, które świadczyły, że w pewnych sytuacjach każda cząstka może zachowywać się jak fala.

Przyrząd do pomiaru działania
efektu struktury jamy

Ponieważ klasyczne przyrządy nie były w stanie zarejestrować EPS, Wiktor Grebiennikow skonstruował własne, proste przyrządy o niezwykłych właściwościach i zadziwiającej czułości. Jeden z takich przyrządów widoczny jest na zdjęciu powyżej – składa się on ze szczelnie zamkniętej kolby laboratoryjnej, łodygi bzu, i łączącej je pajęczej nici (co ciekawe, nić nie skręca się przy obrocie). Ten wskaźnik reaguje na pojawienie się w okolicy żywego organizmu.

Przyrządy do pomiaru działania
efektu struktury jamy

Powyższa ilustracja ukazuje oddziaływanie EPS starego gniazda os na szereg wskaźników zbudowanych na podobnej zasadzie, co wskaźnik na poprzedniej ilustracji. Nić pajęcza umożliwia obiektywną rejestrację ruchu wskaźników pod wpływem struktur porowato-komórkowych gniazda.

Interesującym urządzeniem jest również nafaszerowany strukturami porowatymi koncentrator energii EPS. Ma on kształt wydłużonego stożka spoczywającego na stojaku. Urządzenie to może być niebezpieczne dla osób niewtajemniczonych. Zasięg koncentratora może sięgać nawet kilku tysięcy kilometrów, dlatego zawartość urządzenia jest utrzymywana w tajemnicy.

Neutralizator bólu głowy Grebiennikowa

Postawienie obok siebie dwóch takich koncentratorów i umieszczenie pomiędzy nimi szyby powoduje powstanie czegoś na wzór biologicznego lasera, wskutek czego po chwili w szybie zostaje wytopiony otwór. Tajemnicza energia może mieć również działanie dobroczynne – np urządzenie składające się z czterech ramek z pustymi plastrami pszczelimi może posłużyć jako neutralizator bólu głowy i eliminator uczucia zmęczenia. Właśnie taki opatentowany przez Grebiennikowa neutralizator jest obecnie stosowany w wielu rosyjskich szpitalach.

Jedna ze struktur wydzielających promieniowanie EPS

Latadło

Wróćmy jednak do wspomnianego na początku artykułu urządzenia zwanego latadłem (różne źródła podają różne określenia – „latadło”, „grawitoplan” lub „grawitolot”). Latem 1988 roku, gdy Grebiennikow przygotowywał się do obserwacji mikroskopowych, jego uwagę zwróciły struktury znajdujące się na spodzie chitynowych pokryw okrywających skrzydła owadów. Entomolog postanowił sprawdzić, czy te chitynowe struktury mogą pełnić rolę nadajnika EPS. Gdy Grebiennikow ułożył chitynowe elementy jeden na drugim, jeden z nich wysunął się z jego pęsety, uniósł się, zawisł nad identycznym elementem chitynowego pancerzyka, po czym opadł na stół mikroskopu.

Zaskoczony Grebiennikow związał kilka chitynowych elementów przy pomocy cienkiego drucika. Na tak powstały chitynowy blok nie mógł opaść nawet tak relatywnie ciężki przedmiot, jak pinezka, gdyż jakaś tajemnicza siła podrzucała ją do góry. Gdy zaś Grebiennikow przymocował pinezkę do spiętego drucikiem chitynowego „panelu”, ta na kilka chwil… znikła z pola widzenia!

Wiktor Grebiennikow w trakcie testów latadła

Plonem późniejszych prób Grebiennikowa było latadło – platforma antygrawitacyjna wykorzystująca do działania pewien określony wzór owadzich mikrostruktur. Grebiennikow skonstruował latadło w taki sposób, aby można było kontrolować sposób lotu (poziomy lub pionowy), prędkość, wznoszenie i opadanie. Osiągi latadła były imponujące – Grebiennikow podaje w swojej książce „Mój świat”, że prędkość na wysokości 300 metrów dochodziła aż do 2400 km/h. Według entomologa, platforma wytwarzała podczas lotu ochronne pole grawitacyjne, które odcinało słup grawitacji Ziemi. Oznaczałoby to, że latadło poruszało się we własnej przestrzeni, które otwierało tuż przed sobą, a zamykało tuż za sobą, tworząc coś w rodzaju kokonu grawitacyjnego.

Urządzenie poruszało się bezgłośnie, a jego działaniu towarzyszyły różne ciekawe efekty. Na przykład latadło momentami było praktycznie niewidzialne i nie rzucało cienia, zaś eksperymentom z latadłem towarzyszyły zakłócenia w upływie czasu – na początku lotu zegarek Grebiennikowa spieszył się, pod koniec zaś pokazywał godzinę prawidłowo. Grebiennikow używał latadła głównie w celach entomologicznych, żeby szybko się przemieszczać pomiędzy stworzonymi przez siebie rezerwatami.

Tą szklaną probówkę Wiktor Grebiennikow zabrał ze sobą na jeden z lotów próbnych. W probówce umieszczony był owad. Po wylądowaniu okazało się, że owad zniknął, zaś w probówce wytopiona została dziura.

Grebiennikow urządzał również loty próbne. Do jednego z nich doszło w marcu 1990 roku. Pech chciał, że badacz źle ustawił panele antygrawitacyjne, wskutek czego latadło z Wiktorem Grebiennikowem „na pokładzie” uniosło się z Krasoobska nad kominy fabryczne Nowosybirska. Nazajutrz w gazetach pojawiły się relacje o „obserwacjach UFO w pobliżu kominów nad Nowosybirskiem”, którym towarzyszyło zdjęcie ukazujące „dziwny obiekt” obok kominów oraz pytanie „Czyżby znowu obcy przybysze?”.

Według Grebiennikowa, obserwowane często obiekty UFO w wielu przypadkach mogą być w rzeczywistości właśnie takimi, działającymi podobnie jak jego latadło, urządzeniami antygrawitacyjnymi. W książce „Mój świat” czytamy: „Wszystkie platformy ekranujące [grawitację] mają tę samą cechę. Bywa, że stają się widoczne dla ludzi pod różną postacią. „Transformacji” ulegają też piloci, raz widziani jako „humanoidzi” w srebrzystych kombinezonach, to znów niewielkiego wzrostu istoty, mające zielony odcień skóry, albo osobnicy płascy jak wycięci z tektury. Tak więc bardzo prawdopodobne jest, że nie są to wcale jacyś tam kosmici-ufonauci, lecz tymczasowo optycznie zdeformowani – rzecz jasna tylko dla postronnych obserwatorów – ziemskiego pochodzenia piloci i konstruktorzy platform, którzy po prostu testują swoje wynalazki”.

W książce Wiktora Grebiennikowa „Mój świat” zacierają się granice pomiędzy tym, co zwyczajne, i tym, co teoretycznie jest niemożliwe. Czytelnik „Mojego świata”, razem z autorem książki, przekracza granicę niemożliwego.

Rady dla konstruktorów grawitoplanów

Grebiennikow w swojej książce udziela wielu porad dla osób, które badając owady natkną się na EPS i postanowią skonstruować własną platformę antygrawitacyjną. Entomolog radzi loty tylko w letnie pogodne dni, odradza natomiast lotów w czasie burzy i deszczu. Odradza również wznoszenie się zbyt wysoko i daleko, zaś z miejsca lądowania najlepiej nie zabierać ze sobą „ani ziarenka”. Ponadto podczas lotów należy unikać linii wysokiego napięcia osiedli (w szczególności miast), środków transportu i skupisk ludności. Jak pisze Grebiennikow, gdy grawitoplan znajdzie się w pobliżu skupiska ludzkiego, może dojść do powstania zjawiska zwanego „poltergeistem” – czyli niewytłumaczalnego przemieszczania się przedmiotów, włączania i wyłączania się sprzętów, w ekstremalnych warunkach mogą powstawać również pożary. W dalszej części swojej książki Grebiennikow podaje przykłady katastrof rzekomych obiektów UFO i uzasadnia ich przyczyny nieostrożnością eksperymentatorów.

Niestety, eksperymentowanie z EPS jest rzeczą bardzo niebezpieczną. Wiktor Grebiennikow, badając EPS, uszkodził sobie śluzówki oczu, nie uchronił się również od o wiele bardziej niekorzystnego wpływu energii EPS, co też przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci (Grebiennikow doznał udaru mózgu).

Po śmierci Wiktora Grebiennikowa jego latadło zaginęło. Wszystko wskazuje na to, że naukowiec, być może obawiając się że jego urządzenie wpadnie w niepowołane ręce oraz że może ono wyrządzić więcej szkody niż pożytku, zniszczył je bądź rozebrał na części i ukrył. Miejsca ukrycia latadła nie zna nawet syn badacza, Siergiej Grebiennikow, zresztą nie ma on nawet pojęcia o istnieniu antygrawitacyjnych powłok chitynowych.

Wiktor Grebiennikow zdawał sobie również sprawę z różnych konsekwencji światopoglądowych i środowiskowych, wynikających z ujawnienia uczynionego przezeń odkrycia. Entomolog znalazł przestrzenne struktury antygrawitacyjne tylko u jednego owada, którego populacja była już w owym czasie dramatycznie niska. Podanie do publicznej wiadomości nazwy tego owada mogłoby się przyczynić do najazdu łowców owadów na lasy Syberii i zniszczenia entomologicznej fauny tego regionu.

Pojawiły się pewne pogłoski, że na wynalazku Wiktora grebiennikowa chciały „położyć łapę” rosyjskie służby specjalne. W internecie pojawiła się swego czasu wzmianka, jakoby jeden z czytelników „Mojego świata” dotarł do ukrytej głęboko w lesie skrytki, w której znajdowały się osobisty dziennik Grebiennikowa i tzw „wielki stożek”. Znalazca miał być później zmuszony do przekazania znaleziska służbom specjalnym. Ta pogłoska może się jednak okazać nieprawdziwa, bowiem Muzeum Grebiennikowa funkcjonuje bez problemów, mimo iż bardzo łatwo tam znaleźć informacje na temat konstrukcji jego wynalazku.

Publikacje Grebiennikowa rzucają nowe światło nie tylko na zjawisko poltergeista, lecz także na telekinezę i postrzeganie pozazmysłowe (ESP) w ogóle. Może się bowiem okazać, że zdolności te nie mają w sobie tak naprawdę nic „paranormalnego” i że posiadamy je wszyscy. Informacje zawarte w książce „Mój świat” pozwalają też inaczej spojrzeć na zjawisko UFO i okazać się bardzo cenne dla badaczy tego fenomenu.

Odkrycie odrzucone przez naukę akademicką

Niestety, jak to bywa w przypadku naukowców, którzy się sporadycznie „wyłamują”, ogłaszając odkrycie czegoś, co przeczy znanym prawom fizyki, także odkrycie efektu struktury jamy spotkało się z odrzuceniem przez naukowców akademickich. Co prawda opatentowano skonstruowany przez Grebiennikowa neutralizator bólów głowy, nigdy jednak nie zaakceptowano istnienia zjawiska EPS. Wiktora Grebiennikowa wciągnięto na „czarną listę” pseudonaukowców.

Powoli jednak naukowcy, co prawda nieśmiało, ale wycofują się ze swych negatywnych opinii. Profesor Aleksander Konkretnyj z Rosji stwierdził, że „najwidoczniej jakiś efekt jednak zaobserwowano”, zaś pracownik rosyjskiej Akademii Medycznej Jurij Czeredniczenko po śmierci Grebiennikowa opublikował artykuł, w którym stwierdził, że wynalazek entomologa nie jest tylko wytworem jego fantazji, a ludzie, którzy tak sądzą, „popełniają gruby błąd”.

Być może wkrótce również i nam, zwykłym „szaraczkom”, dane będzie poznać tajemnice związane z efektem struktury jamy. Waldemar Gajewski, doktor filologii rosyjskiej i badacz alternatywnych źródeł energii, czyni starania mające na celu wydanie „Mojego świata” w Polsce. „Pracę tę pragnę opublikować przede wszystkim ze względu na przesłanie, jakie niesie ludziom XXI wieku” – mówi doktor Gajewski w wywiadzie dla „Nieznanego Świata”. „Bo nasz gatunek stale narusza równowagę biologiczną w Przyrodzie, skazując na zagładę siebie i niszcząc żywe organizmy wraz z zakodowanymi w nich informacjami. A przeciez istoty te stanowią istną kopalnię odkryć i wynalazków, wliczając w to największą z tajemnic warunkującą istnienie Wszechświata – sekret grawitacji”.

Póki co osoby zainteresowane zjawiskiem EPS mogą oddać się opublikowanych w Internecie fragmentów książki „Mój świat” – w języku rosyjskim [klik!] i angielskim [klik!].

Opracował: Ivellios
Na podstawie:
Anglojęzyczna Wikipedia (hasło: Viktor Grebennikov)
Maciej Trojanowski, „Antygrawitacja, czyli sekret syberyjskiego owada” (artykuł opublikowany na nieistniejącej już stronie ufo.dos.pl)
Waldemar Gajewski, „Latadło Grebiennikowa”, „Nieznany Świat” nr 8/2007
oraz wywiad z Waldemarem Gajewskim przeprowadzony przez Wojciecha Chudzińskiego, opublikowany w tym samym numerze „NŚ”

Zawładnąć ludzkim umysłem

Tekst pochodzi z ONET.PL

Zawładnąć ludzkim umysłem

Spiral image created using ContextFree program.
Fizyczny, emocjonalny i psychologiczny wpływ tej technologii był tak poważny, że setki tysięcy osaczonych żołnierzy masowo się poddawało.

Tajne eksperymenty na dzieciach, ciężarnych kobietach, pacjentach w stanie śpiączki czy więźniach – to nie zmyślone historie, a ponura rzeczywistość. Cel tych drastycznych działań jest jeden – zawładnąć ludzkim umysłem. Tak przynajmniej twierdzą zwolennicy teorii spiskowych.

Plany, by stworzyć urządzenie, które umożliwiałoby przejęcie kontroli na ludzkim umysłem mają trwać od dziesiątek lat. Obecna technologia, jak przekonują spiskowcy, powstała na bazie eksperymentów, które naziści przeprowadzali jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej. Niezwykle mocno je zintensyfikowano w trakcie wojny w obozach koncentracyjnych, gdzie nie przejmowano się jakimikolwiek moralnymi zagadnieniami wynikającymi z bólu, cierpienia i niejednokrotnie śmierci osób poddawanych bestialskim eksperymentom.

Fot. Getty Images/FPM

Techniki zawładnięcia świadomością człowieka doczekały się licznych badań i dogłębnych analiz. Naukowcy-teoretycy spisków wyodrębnili dwie grupy technik: jedne oparte są na traumie, a drugie – na urządzeniach elektronicznych.

„Traumatyczne” metody oddziaływania wyrastają ze starookultystycznych technik. Ofiara wystawiana jest na psychologiczną i fizyczną traumę, która powoduje, że psychika człowieka zostaje poszatkowana na tysiące „różnych osobowości”. Następnie programista może pojedynczo zmieniać, usuwać czy dodawać poszczególne elementy. Tak ukształtowana świadomość człowieka sprawia, że na wybrane słowa czy dźwięki będzie on reagował w pożądany przez programistę sposób.

Jedną z osób korzystających w swej „pracy” z tej techniki miał być Joseph Mengele. Mengele, nieprzypadkowo nazywany przez więźniów obozu w Auschwitz „Aniołem Śmierci”, czynnie uczestniczył w Monarch Project, a także w programie CIA MK Ultra. Po wojnie on i około pięciu tysięcy wysokiej rangi Nazistów zostało w sekrecie przewiezionych do USA i kilku krajów Ameryki Południowej. Tam, jak dowodzą spiskowcy, w cieplarnianych warunkach, nienękani przez nikogo, mogli swobodnie testować swoje pomysły na dzieciach. Sądzi się, że tysiące porwanych amerykańskich „malców” była zamykane w całkowicie odizolowanych pomieszczeniach, gdzie bez skrupułów poddawano je eksperymentom. Wybrane dzieci (przynajmniej te, które przeżyły swoisty „trening”) zostawały niewolnikami. Obecnie są one wykorzystywane na tysiące różnych sposobów – począwszy od seksualnego niewolnictwa, a skończywszy na brutalnych mordercach. Ostateczną próbę, jaką musieli pokonać, by potwierdzić swoją uległość, niejednokrotnie były zabójstwa swoich najbliższych „małych” przyjaciół z niewoli.

Większa część naszej planety, jak oceniają zwolennicy konspiracyjnych teorii, pokryta jest gęstą siatką urządzeń, które skutecznie wpływają na stan ludzkich umysłów.

Mają to być anteny przekaźnikowe telefonii komórkowej. Wielu trudno uwierzyć, że tak gęste rozmieszczenie tych przyrządów służy tylko i wyłącznie do obsługi rozmów telefonicznych. Technologia tutaj zastosowana swoimi korzeniami sięga lat 40-tych, kiedy Wilhelm Reich odkrył, iż transmisja fal umożliwia manipulację ludzkim umysłem, bez wiedzy ofiary. Zdając sobie sprawę z tego, iż CIA zapewne wykorzysta ten projekt przeciw obywatelom USA, Reich zapowiedział, że nie będzie współpracował z Agencją. W 1957 roku został skrytobójczo zabity w więzieniu stanowym, do którego trafił na skutek zmyślonych zarzutów.

„Oko Moskwy” to kolejna owiana tajemnicą instalacja, która ma służyć, jako doskonała broń wpływania na ludzki umysł. W Związku Radzieckim obiekt miał status „super ściśle tajny” i za wejście na jego teren osobom nieuprawnionym groziła kara śmierci. Niezwykła instalacja o imponującej wysokości – 135 metrów, łudząco przypomina stalową pajęczynę. W pobliżu gigantycznych ścian mieściło się stanowisko ogniowe rakiet przeciwlotniczych.

Wśród tropicieli spisków, sporo emocji budzi antena nadawcza. Niektóre sygnały przez nią wysyłane zostały sklasyfikowane jako zakłócające pracę ludzkiego mózgu, zatem mógł to był jakiś prototyp broni psychotronicznej. Co więcej pod powierzchnią ziemi, w odległości od jednego do dwóch kilometrów, znajduje się centrum dowodzenia czterema strefami. W jednej z nich znajduje się antena bioenergetyczna, która miała oddziaływać na mózgi ludzi, a ponadto była zdolna do niszczenia szpiegowskich satelitów.CIA źródłem całego zła

Uważa się, że Centralna Agencja Wywiadowcza od wielu lat pracuje nad ciągłym udoskonalaniem posiadanych już w swoim arsenale technik przejmowania kontroli nad ludzkim umysłem i bezpośrednie wpływanie na podejmowanie przez człowieka decyzji. Metod jest wiele, poczynając od chemicznych poprzez biologiczne kończąc na radiologicznych.

John Marks, niezależny dziennikarz, dzięki podpisanej w 1966 roku przez prezydenta Lyndona B. Johnsona Freedom of Information Act (Ustawa o Wolności Informacji) twierdzi, że w 1977 roku dotarł do tajnych dokumentów, które mają jasno wskazywać, iż Agencja nie stroniła od stosowania narkotyków, promieniowania, ultradźwięków, psychochirurgii, zaawansowanej psychologii czy rażenia prądem w doświadczeniach nad ludzkim umysłem.

Dzięki zaangażowaniu Marksa opinia publiczna dowiedziała się o kilku przypadkach eksperymentów na ludziach:

– W roku 1956 CIA we współpracy z cywilnymi psychiatrami testowano „bulbokapninę”, narkotyk, który może powodować otępienie lub wywołać stan katatonii. Eksperymenty były przeprowadzane na małpach oraz bezimiennych więźniach osadzonych w amerykańskich zakładach karnych. Agencja chciała się dowiedzieć, czy substancja spowoduje utratę przez człowieka mowy, stępienie odporności na ból, utratę pamięci oraz, co najważniejsze, utratę siły woli.

– W 1952 roku dwaj rosyjscy agenci podejrzewani o działalność szpiegowską mieli być przesłuchiwani za pomocą narkohipnotycznych metod. Mężczyznom podano Tiopental oraz stymulanty. U jednego z przesłuchiwanych zaobserwowano „niezwykłą” regresję, podczas której mężczyzna przeżywał po raz kolejny wydarzenia ze swojego życia, niektóre datowano na 15 lat wstecz.

Eksperymenty w późniejszych latach, jak twierdzą apologeci spisków, były przeprowadzane na dzieciach, na pacjentach znajdujących się w stanie śpiączki, czy na kobietach w ciąży. Wszystkie te osoby nie były poinformowane o badaniach i co jest oczywiste, nie miały jakiegokolwiek pojęcia o zagrożeniu swojego zdrowia zarówno w momencie dokonywania eksperymentów, jak i późniejszych ich skutków.

Lista działań przeprowadzanych bezpośrednio lub pośrednio na zlecenie tajnych służb mogłaby się ciągnąć w nieskończoność. Oto niektóre przykłady wymieniane przez spiskowców: na niektórych obszarach miejskich dopuszczono do rozpylenia bakterii, grzybów, a nawet niewielkich dawek promieniowania. Niewielkie ilości plutonu zostały zaaplikowane pacjentowi w śpiączce przebywającemu w szpitalu w Bostonie, pluton dodano też do płatków zbożowych przeznaczonych dla psychicznie upośledzonych dzieci uczęszczających do szkoły w Nowej Anglii, w Vanderbilt University radioaktywny metal został zaszczepiony 751 ciężarnym kobietom. Halucynogeny, marihuana, amfetamina i inne środki silnie uzależniające zostały podawane uzależnionym przebywających w placówkach leczniczych w Lexington i Kentucky, pacjentom w stanie terminalnym w Georgetown University Hospital czy przestępcom seksualnym przebywającym w szpitalu stanowym w Michigan.

Jak można się spodziewać eksperymenty z LSD, halucynogenami połączone z deprywacją sensoryczną, elektrowstrząsami i innymi wymyślnymi technikami miały wywoływać liczne „uboczne skutki” jak psychozy, czy nawet zgony.

HAARP – wszechobecna „machina”

Jednym z najbardziej znanym, a jednocześnie wzbudzającym olbrzymie emocje wśród poszukiwaczy spisków, jest zapoczątkowany w 1993 roku projekt HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program). Jest on finansowany przez Marynarkę i Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, Uniwersytet na Alasce oraz DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych). Według oficjalnej wersji realizowany projekt ma na celu badanie wpływu działania rozmaitych urządzeń elektronicznych na procesy zachodzące w jonosferze. Dodatkowo za pomocą nowoczesnych urządzeń można symulować oddziaływanie różnych źródeł promieniowania na jonosferę. Tyle mówią źródła zaangażowane w projekt. Czy jednak tak wygląda rzeczywistość?

Uważa się, że możliwości HAARP są niemal nieograniczone. Może być bronią, która jest w stanie sztucznie wywoływać różnorakie klęski żywiołowe – trzęsienia ziemi czy tsunami, może także falą promieniowania zniszczyć niemal każdą broń znajdującą się na kuli ziemskiej, a nawet unieszkodliwić wrogiego satelitę. Groźniejsza jednak wydaje się być możliwość przejmowania kontroli nad ciałem i umysłem człowieka. Korzystając z bioprądów HAARP jest w stanie zdalnie sterować, a nawet stymulować różnego rodzaju choroby, stany psychiczne, a w skrajnych sytuacjach może spowodować śmierć.Efekty działalności HAARP na organizm ludzki, jakie wymieniają zwolennicy teorii spiskowych, są wielorakie oraz bardzo często… wykluczające się wzajemnie.

Zatrucia, duszności, nagłe podnoszenie i obniżenie ciśnienia krwi, zaparcia lub rozwolnienia, opuchlizny, zmiany w strukturze kości, drętwienie kończyn, przelatujące prądy i skurcze – wyliczają spiskowcy. Doskwierające człowiekowi hemoroidy, swędzenie w różnych częściach ciała, zakrztuszenie czy nawet potkniecie się, to również dzieło wszechmocnej „machiny”. Drobnostką wydaje się już być możliwość spowodowania ciągłego łaknienia lub jego zanik czy zmiana wymowy i barwy głosu.

HAARP od samego początku swojego istnienia interesował się ludzkim mózgiem. Dzisiaj ma już być w stanie z łatwością zmieniać nastroje poszczególnych ludzi, a nawet ich osobowości.

Dziwne i świdrujące umysły głosy, które niektórzy ludzie słyszą, są także „zasługą” HAARP. Namawiają one, zazwyczaj młodych ludzi, do dziwnego zachowania oraz w skrajnych przypadkach do mordowania, złodziejstwa czy napadów. W ten sposób można uformować groźnych morderców, a także, jak mówią spiskowcy, homoseksualistów czy narkomanów. Jeśli pracujemy ponad miarę, a nie odczuwamy żadnego zmęczenia możemy być pewni, że HAARP ma nas na oku. Poprzez dodanie człowiekowi dodatkowej energii, może on stworzyć z nas pracoholików. Dzięki dodatkowej mocy ludzie mogą powstrzymać się od snu tygodniami i zawsze pracować na najwyższych obrotach.

Prostytutki i narkotyki w programie MK ULTRA

W 1870 roku Eduard Hitzig i Gustav Fritsch po raz pierwszy zaprezentowali wyniki swoich doświadczeń, które mówiły, iż elektryczna stymulacja niektórych obszarów mózgu psa może wywołać u niego pewne ruchy.

Choć niewiele wiadomo o realizowanym przez CIA w latach 50-tych programie MK ULTRA, to zwolennicy światowej intrygi dowodzą, że wtedy trwały badania nad przejęciem kontroli nad umysłem człowieka. W tym celu miano wykorzystywać narkotyki m.in.: LSD, heroinę, meskalinę, psylocybinę, skopolaminę, marihuanę, alkohol i pentothal sodu lub połączenie barbituranów i amfetaminy lub ekstazy. Inne metody są oparte na stosowaniu leków przeciwdepresyjnych i stabilizatorów nastroju.

W wielu badaniach dość powszechnym zjawiskiem miało być wykorzystywanie prostytutek. George White, były pracownik Biura ds. Narkotyków został opłacony przez CIA, by stworzył domy publiczne w San Francisco i Nowym Jorku. Następnie nieświadomym kobietom zostały podawane narkotyki. Ich późniejsze zachowanie było uważnie śledzone przez agentów.

W innych eksperymentach finansowanych z budżetu Office of Naval Research (organizacja zajmująca się promowaniem i rozpowszechnianiem nauki i wiedzy o programach Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych) prowadzonych przez dra Jose Delgado z uniwersytetu w Yale i dra Vernona Marka, Franka Ervina i Williama Sweeta z harwardzkiego uniwersytetu, do mózgu ludzi, jak się uważa, wszczepiano elektrody, a następnie za pomocą nadajnika radiowego kontrolowano ich stan psychiczny i zachowanie.

Celem eksperymentów nad zawładnięciem cudzym umysłem ma być kontrolowanie ludzkich zachowań. Mają one pozwolić na „otwieranie” przesłuchiwanego terrorysty czy wroga w trakcie przesłuchania, zabezpieczenie kluczowych dla bezpieczeństwa narodowego informacji poprzez usuwanie ich z umysłów szpiegów, podwójnych agentów czy zdrajców, jak i uczynienie człowieka bardziej podatnym na wpływ innych.

Kręgi wojskowe, jak wynika z obserwacji spiskowców, zazwyczaj zawzięcie i gorliwie zaprzeczają przeprowadzaniu takich eksperymentów czy istnieniu stworzonych na te potrzeby specjalnych laboratoriów. Jeśli poprzez przeciek czy na skutek personalnych walk w służbach opinia publiczna pozna szokujące dane, wówczas odpowiednie służby tłumaczą, iż badania mają na celu leczenie chorób czy opracowywanie technik jak najbardziej skutecznego sposobu łagodzenia cierpienia.

Zdaniem fińskiej psycholożki Rauni-Leena Luukanen-Kilde, bardzo wiele przypadków osób chorych na schizofrenię są ofiarami przeprowadzania eksperymentów nad złamaniem ich wolnej woli. Implanty odkryte w tkance mózgowej takich schizofreników tylko nasuwają nowe spekulacje i rodzą wiele pytań.SSSS – masowa kapitulacja na polu walki

Na początku lat 90-tych Pentagon po raz pierwszy na szeroką skalę zastosował ściśle skrywaną technologię zwaną Silent Sound Spread Spectrum (SSSS) – tak przynajmniej twierdzą admiratorzy teorii spiskowych. Wojna w Zatoce Perskiej z 1991 roku miała ukazać, jak niezmiernie łatwo można się rozprawić z Irakijczykami ukrytymi w przepastnych bunkrach na terenie Kuwejtu.

Fizyczny, emocjonalny i psychologiczny wpływ tej technologii miał być tak poważny, że setki tysięcy osaczonych żołnierzy irackich masowo, bez oddawania nawet jednego wystrzału w stronę sił koalicji, poddawało się.

Liczby ogłoszone w wiadomościach były zdumiewające: 75 tysięcy, a następnie kolejne 125 tysięcy żołnierzy wychodziło z głębokich pustynnych bunkrów powiewając białym flagami i bez oporu poddając się nieprzyjacielowi.

Należy zadać pytanie dlaczego doświadczeni i wprawieni w sztuce wojennej iraccy wojskowi zachowywali się w ten sposób. Odpowiedź udzielona przez spiskowców jest niezwykle prosta. Zostali oni poddani tak „strasznym” i zaawansowanym technologicznie metodom manipulacji, iż cofnęli się w rozwoju do poziomu kilkuletnich dzieci.

Człowiek niewolnikiem reklamy podprogowej?

W 1957 roku J.M. Vickary w kinach w Fort Lee (New Jersey), na ponad 40 tysiącach widzach, przeprowadził eksperyment, który wszedł do annałów historii pod nazwą reklama podprogowa. W taśmę filmową, w odstępach około jednominutowych, wmontował dwa rodzaje pojedynczych klatek. Pierwsze zawierały napis: Jesteś głodny? Jedz popcorn! Drugie: Jesteś spragniony? Pij coca-colę! Następnie taśmę tę eksponowano podczas seansów filmowych. Jak można się domyślić widzowie o całej sprawie nie zostali powiadomieni. Rezultaty eksperymentu były godne uwagi. W sklepach zlokalizowanych w pobliżu kin zanotowano wzrost o 57% sprzedaży popcornu, a coca-coli o 18%. Choć Vickaremu wielokrotnie zarzucano, iż podczas wykonywania badań pominięto wiele istotnych czynników, które mogły wypaczyć końcowy wynik, to jednak eksperyment był na tyle sugestywny, iż wkrótce stosowania podobnych praktyk zakazano w Wielkiej Brytanii, Australii i USA.

Bardziej wysublimowane i trudniejsze do „namierzenia” metody reklamy podprogowej mogą być stosowane w radiu, gdzie pewne treści mogą zostać przekazywane nieświadomym słuchaczom podczas puszczania pojedynczych wyrazów od tyłu. Inna technika polega na dodaniu jednej ramki video w połowie filmu lub programu telewizyjnego. Gdy miga bardzo szybko, świadomość nie jest w stanie tego zarejestrować, lecz oczy wciąż będą ramkę wykrywały, a mózg ją zarejestruje. Pojawiają się nawet głosy, iż gdy twórcy filmowi dodają jedną klatkę z pornografią do swoich dzieł, wówczas 60% mężczyzn podczas oglądania filmu osiąga erekcję.

Skuteczność reklamy podprogowej do dziś budzi sporo sprzecznych opinii. Wielokrotnie przeprowadzone doświadczenia nie przynosząc zadawalających którąś ze stron sporu wyników, stają się tylko pożywką dla powstawania kolejnych teorii spiskowych.

Spekuluje się, że skoro reklama w taki sposób działa na świadomość człowieka, to dlaczego nie miałoby z tego skorzystać wojsko, służby specjalne, politycy, by kontrolować czy w skrajnych przypadkach narzucać ideologię polityczną, a nawet nakłaniać do popełniania przestępstw. Doskonale opanowane techniki wpływania na jaźń znacznie ułatwiłoby prowadzenie działań wojennych czy manipulację zachowaniem przeciwnika.

Przejmowanie kontroli nad ludzkim umysłem przez tajne służby czy nieludzkie techniki eksperymentów nad ludzkim umysłem – tak wygląda świat widziany oczyma spiskowców. Choć niektóre z teorii wydają się brzmieć absurdalnie i niedorzecznie to jednak nie brak osób, które są święcie przekonane o ich prawdziwości. Z drugiej jednak strony nie brak przykładów, które każą nam się zastanawiać, czy aby wszystkie nasze działania, przekonania czy myśli są na pewno „nasze”, a nie inspirowane czy wtłaczane nam do głów z zewnątrz.