//
you're reading...
Surwival

Koniec świata squatersów


http://magazyn.goniec.com/395/koniec-swiata-squatersow/ PISZE:

 
Sami squatersi dzielą się na tych dobrych, którzy zagospodarowują niszczejące pustostany, oraz tych złych, którzy brutalnie zajmują domy należące do kogoś innego. Wkrótce wszyscy dzicy lokatorzy mogą wylądować poza prawem i stać się przestępcami. Czyżby nadchodził koniec ich świata?

Żeby znaleźć odpowiedni lokal, trzeba mieć squaterskie oko. Paweł taką zdolność wyrobił sobie przez lata praktyki.

– Jedziesz autobusem albo rowerem i zauważasz jakiś budynek wyglądający na pusty – tłumaczy.

To oczywiście nie jest koniec procedury. Budynek trzeba przez jakiś czas obserwować, żeby się upewnić, że naprawdę nikt w nim nie mieszka.

– Nie tak jak amatorzy zajmujący budynki ludzi, którzy wyjechali na wakacje. Ale tak działają nie-squattersi. Nam nigdy przez sześć lat nie zdarzyła się taka historia. Zawsze wybieramy miejsca, które stoją puste – wyjaśnia.

Aż przyjdą komornicy

Siedzimy w salonie na parterze niewielkiego ceglanego bloku. W środku nie ma jakichś specjalnych luksusów – sofa, dwa fotele, niewielki stolik, na którym piętrzą się gazety, o ścianę stoi oparty stół do piłkarzyków. Do salonu wchodzi się od ogrodu. Znajdujące się na parterze okna i drzwi od ulicy zasłonięte są perforowanymi blachami, więc z zewnątrz nawet za bardzo nie widać, że ktoś tu mieszka.

Budynek otaczają nowe osiedla z eleganckimi zadbanymi ogródkami, w których bawią się dzieciaki. Sąsiedzi wyprowadzają swoje psy, a przez bulwar przy samym brzegu Tamizy co chwila przemyka poranny biegacz. Stary blok całkowicie już przestał pasować do okolicy, jednak wciąż jeszcze czeka na swoją kolej do wyburzenia.

Paweł ze znajomymi mieszkają tu już od kilku miesięcy. Jak jeszcze długo będą tu mogli zostać – nie wiedzą.

– Aż przyjdą komornicy – mówi polski squater. Czasem zdarza się, że muszą się wyprowadzać już po dwu tygodniach. Paweł osobiście w jednym miejscu mieszkał najdłużej 15 miesięcy. Wszystko zależy od tego, jaką akcję podejmie właściciel zajmowanego przez nich lokalu.

– Niektóre samorządy omijają procedury i po prostu wywalają ludzi na bruk – tłumaczy.

Najczęściej jednak najpierw przychodzi wezwanie do sądu. Jeśli dotrze do zainteresowanych później niż pięć dni przez terminem rozprawy, można się odwołać i wszystko jeszcze trochę przeciągnąć. Po sprawie przychodzi jeszcze zawiadomienie, kiedy i o której pojawią się komornicy.

– Zawsze na nich czekamy, bo parę razy zdarzyło się, że się nie pojawili – dodaje nasz rozmówca. Nie można się przyzwyczajać

To właśnie przez te przeprowadzki nie każdy nadaje się do takiego życia. Niektórzy szybko się zniechęcają. Dlatego prawdziwy squater musi mieć naturę „buddysty”. Przyzwyczaić się do częstej zmiany miejsc, wyprowadzać się w mgnieniu oka i bez sentymentów zostawiać rzeczy czy meble.

– Jak się człowiek za bardzo do nich przywiąże, to później trzeba się zabierać w kilka wanów i jest problem – mówi ze znawstwem Paweł. – Zdarzały się takie sytuacje, że dostawało się eksmisję natychmiastową i wszystko trzeba było zostawić. Brało się laptopa, kilka najważniejszych gratów i żegnało się z całym majątkiem, jaki się posiadało – dodaje siedząca obok niego Agnieszka.

Po przeprowadzce meble zaczyna się więc załatwiać od nowa. Nie ma z tym zresztą większego problemu.

– Ludzie teraz wyrzucają niemal wszystko. Na wystawkach można skompletować to, co się zostawiło w poprzednim mieszkaniu. Czasem trafiają się praktycznie nowe, czasem wymagają drobnej naprawy. Przy odrobinie szczęścia można trafić na działającą pralkę albo lodówkę – mówi dziewczyna.

– Po prostu przeprowadzamy recycling. Jesteśmy pożyteczni dla środowiska – dodaje z ironią w głosie Paweł.

Czasem trzeba się napracować

Kolejna sprawa to same mieszkania, które się squatuje. Jak sam przyznaje, nie wszyscy chcą o nie dbać. Zdarzają się ludzie, którzy przy okazji wynoszą z zajmowanego przez siebie budynku wszystko, co ma jakąkolwiek wartość.

– Kilka razy zdarzyło mi się, że otwierałem jakiś lokal, a w środku nic już nie było, nawet rur wodociągowych – mówi Paweł.

Kilka razy zdarzyło się mu się ze znajomymi takie mieszkanie wyremontować.

– Musieliśmy zrekonstruować całą instalację elektryczną, podłączyć wodę, wanny, sedesy, pomalować i połatać dziury w ścianach i podłogach – wylicza.

Jak sam podkreśla, kilka innych opuszczonych budynków udało się mu ustrzec przed podobnym wypatroszeniem. Wspomina, jak kilka lat temu razem ze znajomymi zajął pomieszczenia po zamkniętym domu dziecka:

– Już po kilku dniach musieliśmy przeganiać stamtąd złomiarzy, którzy mieli ochotę na ołów z dachu – mówi.

Niechciani goście jeszcze dwa razy przychodzili sprawdzić, czy miejsce przypadkiem nie opustoszało. Na ich nieszczęście squaterzy dogadali się z administratorem budynku i za ochronę mogli w nim mieszkać.

– Dla faceta to był czysty zysk. I tak na nim nic nie zarabiał, a jakby chciał wynająć strażnika, musiałby mu zapłacić. Myśmy pilnowali za darmo – tłumaczy.

W starym domu dziecka mieszkali przez rok – do czasu, kiedy nie pojawił się nowy administrator. Później ładnie po sobie posprzątali i oddali klucze komornikom. W tym czasie w okolicy znowu zaczęli się kręcić złomiarze. – Zobaczyli na drzwiach wezwanie do opuszczenia lokalu i uznali, że niedługo znowu będą mogli tu wrócić – wyjaśnia. Życie, jakie prowadzi Paweł i jego znajomi, znacznie odbiega od tego, jak je opisują angielskie gazety. – Squatowaliśmy kiedyś bloki, które jak się potem okazało, należały do armii. Później „Evening Standard” napisał, że „wschodni Europejczycy” okupują mieszkania chłopców, którzy nie mają dokąd wrócić z Afganistanu – przypomina sobie Polak. – Tam było bardzo czysto, myśmy tam przez cały czas sprzątali, ale angielski reporter znalazł jeden przepełniony śmietnik. Później przeczytaliśmy, że wszędzie jest brudno, a to przecież nie była prawda.Głośne sprawy dzikich Oburzenie na działalność squatersów rośnie, opinia publiczna żąda surowej rozprawy z nielegalnymi lokatorami. Jak zauważa Paweł, do ich złej reputacji przyczyniła się szukająca mocnych wrażeń angielska młodzież. – Co ciekawe, często to nie są biedni ludzie. Domy otwierają dla szpanu, a jak dostaną eksmisję, to po prostu wracają do rodziców – tłumaczy. Sam mieszkał kiedyś z chłopakiem, którego ojciec był brytyjskim parlamentarzystą. – Nawet mu się to podobało – wtrąca Agnieszka. Właśnie tacy „młodzi gniewni” lubią czasem przeprowadzić jakąś spektakularną akcję. W lutym tego roku brytyjskie media obiegła wiadomość, że squatersi zajęli mieszkanie kupione kilka miesięcy wcześniej przez znanego reżysera Guya Ritchie. Położony w pobliżu West Endu lokal, wart 6 milionów funtów, okupowany był przez kilka dni. Po wydaniu sądowego nakazu eksmisji intruzi grzecznie się wynieśli, zabierając ze sobą wszystkie swoje śmieci, jednak przy okazji o sprawie zrobiło się głośno. O squatersach zaczęły się rozpisywać dzienniki. Nagłośniono między innymi przypadek neurologa Olivera Cockerella, który nie mógł się wprowadzić do kupionego za ponad milion funtów mieszkania, ponieważ w trakcie remontu zostało ono zajęte przez 11 młodych ludzi. Kiedy pod koniec sierpnia doktor ze spodziewającą się dziecka żoną pojawili się przed drzwiami swego nowego sześciopokojowego lokalu, żeby wymienić zamki i podłączyć alarm antywłamaniowy, okazało się, że ktoś już to zdążył zrobić przed nimi. Poproszona o pomoc policja była jedynie w stanie rozłożyć bezradnie ręce i stwierdzić, że nie może nic zdziałać dopóki Cockerellowie nie udowodnią, że niechciani lokatorzy rzeczywiście włamali się do ich mieszkania. Niewiele również pomogły samodzielnie podjęte przez prawowitego właściciela mediacje. Squatersi odrzucili jego ofertę przyjęcia 500 funtów w zamian za wyprowadzenie się i zażądali podwójnej stawki. W końcu sprawa trafiła do sądu, który po dwóch tygodniach wydał nakaz eksmisji. Obecnie domu pilnuje… 25-osobowa ekipa ochroniarzy. – Zamówiłem stalowe drzwi, które rozwalić może jedynie czołg. W przeciwnym przypadku nigdy już spokojnie nie mógłbym wyjechać na wczasy – skarżył się doktor. Jego dzicy lokatorzy przeprowadzili się do trzypokojowej oficyny, która znajduje się zaledwie kilkaset metrów od wcześniej zajmowanego przez nich lokalu. Z tego miejsca najprawdopodobniej zostaną również usunięci w najbliższym czasie, ponieważ władze londyńskiej dzielnicy West Hampstead planują tam urządzić mieszkanie komunalne. Czasem zdarza się, że sprawy same wymykają się spod kontroli. W lipcu tego roku władze londyńskiej gminy Brixton postanowiły zamknąć działający od prawie 15 lat przy ulicy Coldharbour Lane squat. – To było bardzo fajne miejsce i mieszkało tam wielu bardzo fajnych ludzi – mówi Paweł. Na dzień przez wyprowadzką ktoś ogłosił na Facebooku, że w lokalu urządzana jest pożegnalna impreza. – Zleciała się tam cała masa kolesi, których później można było zobaczyć na ulicach podczas sierpniowych zamieszek. Wielu osobom poginęły rzeczy, ktoś podpalił jedno z mieszkań – opowiada.Squatting jako przestępstwo >>> Właśnie ta i podobne historie zainspirowały pewnego parlamentarzystę do podjęcia walki z dzikimi lokatorami. Poseł Mike Weatherley ogłosił, że pora skończyć z pobłażliwym prawem, które nie uznaje za przestępstwo zajęcia opuszczonego budynku. W tej kwestii wciąż trwają przepychanki i jego wprowadzenie nie jest na razie jeszcze przesądzone. Po stronie squatersów opowiedział się między innymi kandydat na burmistrza Londynu z ramienia Partii Zielonych – Jenny Jones. Trzeba jednak przyznać, że zwolennicy zaostrzenia przepisów zdołali przyciągnąć do siebie o wiele potężniejszych przeciwników. Sprawą udało się im między innymi zainteresować ministra sprawiedliwości Kennetha Clarke’a i podsekretarza stanu Crispina Blunta. Ten drugi w pierwszej połowie lipca ogłosił rozpoczęcie konsultacji na temat zmian w brytyjskim prawie, które mają większą ochroną objąć właścicieli mieszkań. Według jednej z proponowanych opcji do kodeksu karnego wprowadzone zostałoby pojęcie nowego przestępstwa, którym od tej pory byłby squatting. Za zajęcie cudzego mieszkania groziłyby kary pieniężne lub przymusowe roboty społeczne. Przeciwnicy takiego rozwiązania zwracają uwagę na fakt, że nowy paragraf mógłby być wykorzystywany przez nieuczciwych landlordów.
W Wielkiej Brytanii umowy ustne na wynajem mieszkania mają taką samą wartość jak te spisane. Niestety w ich przypadku prawowitym lokatorom trudniej byłoby udowodnić swoją niewinność. Właśnie dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości zastanawia się nad uznaniem w tym samym czasie za przestępstwo bezpodstawnego oskarżania kogoś o squatting. Władze zastanawiają się również nad zmianą lub usunięciem niektórych paragrafów ustawy Criminal Law Act 1977, które zabrania wkraczania na teren posesji bez wymaganego nakazu sądowego, jeśli znajdujące się w lokalu osoby nie wyrażają na to zgody. Prawo zostało wprowadzone, aby ochraniać lokatorów przed wyrzuceniem ich siłą przez nieuczciwych landlordów. Przy okazji jednak jest ono wykorzystywane przez squatersów, którzy na jego podstawie wywieszają na drzwiach zajmowanych przez siebie domów tak zwane „squatter’s rights notice”. Kartki ostrzegają prawowitych właścicieli posesji, że w przypadku próby wtargnięcia na ich teren mogą wejść w konflikt z prawem. Ostateczna decyzja na temat zmian w angielskim kodeksie karnym ma zostać podjęta na początku października. Jeśli nowe prawo zostanie uchwalone, w maju przyszłego roku Paweł i jego znajomi staną się przestępcami. Nikt z nich jednak na razie nie zamierza zmieniać stylu życia. – Jeszcze się nie zastanawiałem, ale prawo nie działa wstecz, więc w squatach, które nie dostaną eksmisji przed majem, będzie można mieszkać dalej – mówi. – Na wynajęcie mieszkania raczej mnie nie stać. ( Jakub Ryszko )Sielanka na Bonnington Square >>> Kiedy pod koniec lat 70. w okolicach Bonnington Square pojawili się pierwsi squatersi, wszystkie otaczające plac wiktoriańskie domy od dawna stały już puste. Władze dzielnicy Vauxhall przeznaczyły je do rozbiórki. Okna zostały pozabijane deskami i za kilka lat w miejscu starych kamienic stanęłyby zapewne modne w tym czasie betonowe bloki z małymi oknami i ciasnymi klatkami schodowymi – takie same jak te, które obecnie wstydliwie przesłania się parkanami i pośpiesznie wyburza. Pierwsi nielegalni lokatorzy wprowadzając się zastali na miejscu ruinę. Gołe ściany odarte z wszystkiego, co dało się wynieść, i prześwitujące przez ściany dziury. Remonty prowadzili na własną rękę zaopatrując się w skipach pobliskich budów i wygrzebując potrzebne im rzeczy ze śmietników. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęła się batalia z władzami miasta, które nagle przypomniało sobie, że jest właścicielem terenu. Dzisiaj część mieszkańców wykupiła swoje domy na własność, inne zarządzane są przez spółdzielnie mieszkaniowe. W jednym z najstarszych w okolicy squatów działa prowadzone całkowicie w czynie społecznym Bonnington Square Community Centre, gdzie wolontariusze prowadzą szereg warsztatów. Chętni mogą się zapisywać na kursy krawieckie, stolarskie, można się tu też nauczyć sitodruku i ceramiki. Do Community Centre może również przyjść każdy, komu popsuł się rower. Na miejscu czekają ludzie, którzy pokażą, jak samodzielnie dokonać nieskomplikowanej naprawy lub pomogą w przypadku bardziej zawiłego problemu. Wszystko odbywa się za darmo albo za dobrowolne datki. Każdy wrzuca do puszki tyle, ile może. Od lat na miejscu działa również niecodzienna wegetariańska restauracja. Bonnington Caffe nie zatrudnia żadnych kucharzy. Zamiast tego działa tam kolektyw ludzi, którzy na miejscu przygotowują i sprzedają po przystępnych cenach swoje potrawy.

Advertisements

About grawitacja44

Niezalezny Instytut Badan Nad Otaczajaca Nas Rzeczywistoscia

Dyskusja

One thought on “Koniec świata squatersów

  1. No popatrzcie, jak ludzie sami potrafią się zorganizować i pracować dla społeczności.
    Może to zaczątek społeczności ludzkiej na opartej na całkiem nowych zasadach ?

    Posted by Ania | Październik 1, 2011, 5:54 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: